Małe dzieci bawią się pod opieką dorosłych, żeby nic im się nie stało. Z wiekiem młody człowiek sam chce decydować, gdzie, z kim i jak będzie spędzać wolny czas. Nie wszystkie miejsca są jednak bezpieczne do zabawy i wypoczynku. Najlepiej bawić się w miejscach do tego przeznaczonych. 2. Dzieci z autyzmem bawią się inaczej. Zabawa dla dzieci to najczęściej zabawa w większym gronie. Dzieci z autyzmem bawią się inaczej, gdyż unikają kontaktów społecznych oraz zadań wymagających interakcji z innymi ludźmi. Zabawa dla dzieci z autyzmem może wydawać się jakby dziecko takie było odrącane. W taki sposób możesz otrzymać kryształ dowolnego rozmiaru. 9. Ognisko. Tutaj nie trzeba dużo pisać, parę skałek drzewa, wystrugane patyki i magia dzieję się sama. Gwarantuję, że dzieci od tej pory będą prosić o więcej. My planujemy kolejne na pierwszy dzień śniegu, o ile taki nastąpi. Jeżeli się nie uda, stworzymy nowe ωιктσяια ♥. dzieci z Bullerbyn jest to, jak dzieci bawiły się w stogach siana. Była to bardzo ciekawa i wciągajaca zabawa od rana az do wieczora. Najpierw domki w stogu byly tylko dla chlopców, poniewaz nie chcieli sie oni bawic z dziewczynkami. Zrobili oni nawet mapę, aby mogli swobodnie, bez zgubienia się poruszać sie pod Najmniejsze maluchy wydają się w ogóle nie zauważać swoich rówieśników. Czasem rodzice mają wrażenie, że ich pociecha woli bawić się sama. Jednak zazwyczaj obserwuje się, że maluchy zaczynają mocno zwracać na siebie, kiedy mają około 2 lat. Bardzo często pierwsze zabawy to po prostu zabawa obok siebie, naśladowanie. Opis produktu. "Dzieci się bawią. W niepogodę z Tycią i Kotem” to książka adresowana dla dzieci w wieku 8- 11 lat. Zawiera propozycje różnorodnych ciekawych zabaw na deszczowe, ponure i wszystkie inne dni, gdy doskwiera nuda. Książka podsuwa wiele pomysłów jak zrobić m.in. piękne lampiony, album na zdjęcia, czy samodzielnie . Strach u dziecka jest zjawiskiem zupełnie naturalnym, potwierdzającym, że maluch rozwija się prawidłowo. Niemal każdy niemowlak i kilkulatek odczuwa strach. Nie należy go zwalczać i zawsze trzeba go traktować poważnie, nawet jeśli czasami przyczyny dziecięcych lęków nas bawią… Zobacz film: "Jak twój maluszek rozwija się w brzuchu?" Lęk to uczucie, dzięki któremu ludzie jako gatunek przetrwali. Na skutek działania tego odczucia nasi przodkowie unikali np. groźnych zwierząt czy zjawisk pogodowych. Niektóre z pradawnych lęków, jak np. strach przed ciemnością czy dzikimi zwierzętami, zakodowały się w psychice człowieka do tego stopnia, że ten pierwotny odruch ujawnia się w pierwszych latach życia. Na różnych etapach rozwoju zmieniają się jednak rzeczy, które przerażają. spis treści 1. Strach przed ciemnością 2. Strach przed „dziwnymi” ludźmi 3. Urządzenia mechaniczne 4. Taśmy, szuflady, komórki 5. Najstraszniejsza jest krowa 6. Zjawiska atmosferyczne rozwiń W okresie do 6. miesiąca życia noworodek odczuwa strach odruchowy – boi się gwałtownych poruszeń, nagłych zmian pozycji ciała. Reaguje wtedy tzw. odruchem Moro: niemowlę rozrzuca ramiona, wypręża paluszki u rąk i nóg, a następnie zaciska palce w piąstki, szybko przygarnia kończyny do tułowia i zaczyna płakać. Jest to najzupełniej prawidłowa reakcja. Około 8-10 miesiąca życia pojawia się lęk przed obcymi. Równolegle wykształca się też lęk separacyjny – czyli obawa przed oddzieleniem od rodzica. Jest to z kolei dowód na to, że dziecko prawidłowo rozwija się ruchowo. Około pierwszego roku życia, jeśli jego rozwój intelektualny przebiega w sposób niezakłócony, zaczynają pojawiać się kolejne lęki - dużo bardziej złożone i zaskakujące. Nie powinniśmy ich nigdy lekceważyć. Przyjrzyjmy się, czego najczęściej boją się dzieci w wieku od 1 do 6 roku życia. 1. Strach przed ciemnością Blisko 80 procent dzieci odczuwa ten strach. Jego wyjaśnienie jest bardzo proste, ponieważ wywodzi się z pradawnych dziejów naszych przodków. Wówczas oddalanie się nocą od ogniska było bardzo niebezpieczne. Lęk przed ciemnością sprawiał więc, że maluchy instynktownie trzymały się nocą blisko źródła światła. Jeśli przyjrzycie się temu bliżej, zauważycie, że ten lęk pojawia się, gdy dziecko zaczyna się samodzielnie przemieszczać (czyli gdy teoretycznie mogłoby samo oddalić się od ogniska). 2. Strach przed „dziwnymi” ludźmi Dwu- i trzylatki bardzo często boją się zakonnic, księży, osób ubranych w duże jednolite stroje. Strach budzi więc także święty mikołaj, instalator gazu w uniformie roboczym czy lekarz w białym kitlu. Część dzieci obawia się także ludzi starych, których twarze są zniszczone, pomarszczone lub zdeformowane… Oczywiście, jeśli dziecko będzie miało stały kontakt z babcią czy dziadkiem, nie postrzega w ten sposób ich twarzy, jednak każdy nowy staruszek w otoczeniu zwykle przeraża. Co ciekawe, ponad połowa dzieci w wieku powyżej roku boi się również… fryzjera. Nie wiadomo dlaczego, ponieważ dzisiaj fryzjer nie chodzi już w fartuchu, wygląda jak każdy inny człowiek… Jest jednak coś w czynności, którą wykonuje, co może wywoływać przerażenie. 3. Urządzenia mechaniczne Maluchy boją się także niektórych urządzeń elektrycznych, które buczą, brzęczą i wydają inne tego typu odgłosy. Na pierwszej pozycji dziecięcych „straszaków” jest odkurzacz. Dalej – suszarka do włosów, mikser, młynek w ekspresie do kawy, sokowirówka, wyciąg nad kuchenką. 4. Taśmy, szuflady, komórki Na osobne traktowanie zasługuje w rankingu dziecięcych strachów… taśma klejąca. Odgłos związany z rozwijaniem jej, przyklejaniem i co najgorsze odklejaniem, przeraził już niejednego malucha. O tym, że dzieci mają bardzo bogatą wyobraźnię, świadczy też fakt, że grozę budzą w nich szuflady oraz małe pomieszczenia gospodarcze – tak zwane komórki. Dorośli sami są temu trochę winni, bo zwykle w szufladach i tych małych tajemniczych pokoikach ukrywają to, czego nie chcą z różnych powodów udostępnić dzieciom i tym samym budują wokół nich atmosferę tajemniczości. 5. Najstraszniejsza jest krowa Nie dinozaury, nie smoki, nie groźne psy – tylko właśnie krowy najczęściej budzą w dzieciach strach. Cóż – rzadko które współczesne dziecko wie, że to krowa daje mleko i ogólnie jest przyjaznym zwierzęciem. Jej masywna budowa i charakterystyczny odgłos przerażają - zwłaszcza dzieci "mieszczuchów". 6. Zjawiska atmosferyczne Maluchy przerażają także odgłosy burzy, ulewy, wichury, szum liści, szelest gałęzi, krzyk lecących w grupie ptaków. Poza wymienionymi rzeczami dzieci boja się indywidualnie różnych innych dziwnych - z ich punktu widzenia - zjawisk: wody lecącej z prysznica, piany w wannie, piasku na plaży, śniegu… Nie musicie, jako rodzice, tępić tego strachu. Jest on dowodem na normalny rozwój dziecka i powinien samoistnie ustąpić do szóstego roku życia. Jeśli jednak reakcja lękowa jest nieadekwatna do bodźca, zbyt silna, zbyt długotrwała, lęk pochłania całą uwagę dziecka i towarzyszą mu różne reakcje somatyczne, np. drżenie, pocenie się, bladość albo duszności, wówczas należy interweniować. Lęk przestaje mieć charakter rozwojowy. Destrukcyjnie wpływa na psychikę malucha i hamuje prawidłowe kształtowanie się osobowości. polecamy Dzieciom w dzisiejszych czasach nie wystarcza już granie w piłkę przed blokiem, skakanie na skakance czy zabawa w podchody lub dwa ognie. Czasy się zmieniły, a wraz z nimi wymagania maluchów. Co obecnie sprawia im radość? Jak lubią spędzać czas i jakie aktywności są w cenie? Wachlarz możliwości jaki daje im obecnie świat jest ogromny, więc zdecydowanie jest w czym wybierać. Nowe technologie fascynują najbardziej, ale istnieją także takie takie aktywności, które mimo upływu lat nadal są na topie. Zobaczcie zabaw i aktywności, które kochają współczesne dzieci! 1/16 Aparaty fotograficzne dla dzieci Na rynku pojawia się coraz więcej modeli z motywami z ulubionych bajek czy zaawansowanymi funkcjami np. do robienia selfie. Należy pamiętać, aby sprzęt należy wybrać pod kątem wieku dziecka oraz jego zdolności fotografowania. 2/16 Zdalnie sterowane samoloty Dorośli bawią się dronami, a dzieci kochają zdalnie sterowane samoloty czy helikoptery. Dla małego chłopca kierowanie taką zabawkową maszyną to nie lada gratka. 3/16 Zabawa w eksperymenty Dzieciaki kochają wybuchy! Przeprowadzanie eksperymentów, w których można zobaczyć na własne oczy zjawiska chemiczne lub nawet wziąć w nich udział jest pasjonujące i ekscytujące. To kolejne warsztaty, które wyrastają na rynku ofert dla dzieci jak przysłowiowe grzyby po deszczu. 4/16 Obrazy z koralików Taka zabawka to coś więcej niż puzzle. Na specjalnych matach dziecko układa za pomocą kolorowych koralików konkretne obrazki. Wymaga to precyzji i cierpliwości, której jednocześnie maluch nabywa oddając się zabawie. 5/16 Warsztaty kulinarne dla maluchów Zyskują na popularności dzięki programom kulinarnym emitowanym w telewizji. Tym bardziej, że powstały już edycje dla dzieci. Dla maluchów obserwacjja gotujących rówieśników to wielka inspiracja. 6/16 Gry na playstation Playstation to świetny wynalazek, ale także genialny „zżeracz” czasu. Dzieci potrafią oddawać się grom godzinami, więc warto ustanowić w domu jakiś limit czasowy na korzystanie z konsoli. 7/16 Parki linowe To coś dla miłośników adrenaliny. W dużych miastach są już normą. Dzieci uwielbiają skakać po drzewach, wspinać się i pokonywać przeszkody, a jeśli do tego zabawa ta jest bezpieczna to fakt ten cieszy także rodziców. 8/16 Zajęcia judo Takie zajęcia dają dzieciom możliwość rozładowania nadmiaru energii, ale także złych emocji. Chętnych do udziału nie brakuje. Sport ten cieszy się popularnością zarówno wśród chłopców, jak i dziewczynek. 9/16 Okulary do wirtualnej rzeczywiści To prawdziwa gratka dla fanów gier. Są jednak pewne restrykcje wiekowe co do ich użytkowania. W zależności od producenta dolna granica to zazwyczaj wiek 12 lub 13 lat. 10/16 Dmuchane zamki Są nieodłącznym elementem wesołych miasteczek czy dużych sal zabaw, ale latem pojawiają się też w parkach. To istna frajda dla maluchów! 11/16 Ścianki wspinaczkowe Pokonywanie strachu związanego z wysokością, zdobywanie siły i determinacji do osiągnięcia celu – to podstawowe zalety praktykowania swoich umiejętności na ściance do wspinaczki. Dzieci korzystają z tego rodzaju aktywności coraz chętniej. 12/16 Kino 3D To coś więcej niż standardowy seans filmowy. Dziś coraz więcej dzieci pragnie zobaczyć bajki w okularach 3D, bo te zapewniają więcej wrażeń i przy okazji dobrej zabawy. 13/16 Jazda konna Dzieci kochają konie. Jazda na nich relaksuje, działo odstresowująco, ale także zapewnia wyśmienitą zabawę. 14/16 Kursy komputerowe Dzieci wzorem dorosłych pragną zgłębiać tajniki internetu i możliwości jakie daje komputer. Warsztaty czy kursy poświęcone temu zagadnieniu są więc odpowiedzią na zapotrzebowanie najmłodszych. 15/16 Zabawki- roboty We współczesnym świecie wydaje się, że pasjonują zarówno dzieci, jak i dorosłych. Są coraz bardziej zaawansowane i potrafią coraz więcej, więc stanowią obiekt fascynacji i małych i dużych. 16/16 Zajęcia z rysunku Choć wydawać by się mogło, że zajęcia plastyczne to w dzisiejszym świecie już przeżytek, to obserwacja rynku ofert jak i frekwencja dzieci na tego rodzaju zajęciach pokazuje, że takie obcowanie ze sztuką przez najmłodszych nadal ma się świetnie. I to się bardzo chwali! Data modyfikacji: 11 marca 2022 Kiedyś były drewniane klocki, bączek, szmaciana lalka. A dziś? Oto poradnik dla wszystkich dorosłych, którzy stają przed wyborem: bierki czy Power Rangers? Ponieważ to tekst o tym, co lubią dzieci, zacznijmy od pewnej bajki z życia wziętej. Dawno, dawno temu, w złych czasach II wojny światowej, żył sobie pewien bardzo mądry człowiek. Nazywał się Karol Borsuk i był matematykiem. By utrzymać rodzinę, wymyślił grę. Wieczorami wycinał z najbliższymi jej plansze i figurki, a w dzień sprzedawał sąsiadom i obcym, by zarobić na chleb. Po wojnie gra popadła w zapomnienie, aż do momentu, gdy znalazł się gdzieś jej jeden okupacyjny egzemplarz. Blisko 90-letnia wdowa po profesorze zgłosiła się z nią do firmy Granna z uprzejmym pytaniem, czy nie dałoby się jej wskrzesić. Udało się. Dziś, 10 lat od tego momentu w Super Farmera grają już Amerykanie, Kanadyjczycy, Ukraińcy czy Turcy, a w samej Polsce sprzedaje się co roku 50 tys. jej egzemplarzy. Niestety, ta ciekawa i od początku polska gra to raczej wyjątek niż reguła na naszym rynku zabawek. Powtórzmy zatem pytanie: czym się bawią polskie dzieci? Dzieci bawią się chińszczyzną W rodzimym świecie zabawek widać głównie transporty z zagranicy. A konkretnie z Chin. Pochodzi stamtąd aż 9 na 10 sprzedawanych u nas zabawek. Niekiedy ów wskaźnik potrafi być jeszcze wyższy. Na przykład w dziecięce instrumenty Chińczycy zaopatrują nas aż w 96 proc. Trudno znaleźć inną branżę dóbr konsumpcyjnych, którą ów import tak bardzo by zdominował. Wbrew pozorom chińskie wcale nie znaczy najtańsze i najgorsze. Fakt, że zalewająca bazary, część hurtowni czy Internet tandeta zwykle ma dalekowschodnie korzenie. Ale stamtąd pochodzi też większość oferty wielkich międzynarodowych koncernów, wykonana starannie i poddana wszelkim możliwym kontrolom jakości. Chińszczyzny nie unikniemy. Co roku Chiny wypuszczają w świat 22 mld zabawek! W tej sytuacji polskim wytwórcom zabawek udaje się wcisnąć na krajowy rynek zaledwie 20 proc. własnej produkcji. I tak nieźle, zważywszy, że i tych firm jest niemało, bo ponad 1,3 tys. Choć trzeba uczciwie dodać, że w większości są to małe zakłady produkujące na lokalny rynek. 90 proc. to firmy zatrudniające poniżej 10 pracowników, a zaledwie 12 firm zatrudnia więcej niż 50 osób. Wśród nich są nasi rodzimi potentaci, tacy jak Wader Woźniak czy Copi. Produkcja jest jednak spora, bowiem w skali Europy Środkowo-Wschodniej pozostajemy zabawkarską potęgą. Cała nadwyżka jest eksportowana. Przede wszystkim do krajów Unii Europejskiej (najwięcej do Niemiec), ale też do Rosji, na Ukrainę, na Bliski Wschód, a nawet do Australii. Bilans tej wymiany nie wychodzi nam na zdrowie; w kwotach bezwzględnych sprzedajemy za granicę mniej więcej o połowę mniej, niż importujemy. Ale pocieszyć się możemy, iż nasze wyroby są droższe. Na przykład za 1 kg (tak to się oficjalnie liczy) eksportowanych lalek dostajemy średnio 40 zł, zaś za ten sam kilogram lalek sprowadzanych ze świata płacimy 25 zł. Nawiasem mówiąc wyrobiliśmy sobie opinię dostawcy zabawek z tzw. wyższej półki; z drewna, wymagających ręcznej pracy, o sporych walorach edukacyjnych. Dużo też wysyłamy za granicę maskotek z pluszu, zabawek z tworzyw sztucznych (klocki, samochody itd). Dzieci bawią się tym, co w hipermarketach Wyprodukowane w Chinach, a czasami i gdzie indziej zabawki trzeba sprzedać. Największy ich strumień płynie do sieci hipermarketów, które szczycą się aż 40-proc. udziałem w tym handlu. Na ciekawą ekspozycję, bogatą i wyrafinowaną ofertę, a tym bardziej na fachową poradę liczyć tam nie ma co. Ale jest tanio i pod ręką. Hipermarketom coraz bardziej depcze po piętach Internet. To już nie tylko spontaniczna sprzedaż za pośrednictwem Allegro, ale też wyspecjalizowane e-sklepy, współpracujące z największymi producentami i dysponujące bogatą ofertą. Z Internetu jest nieco taniej, na pewno wygodnie. Zawsze jednak z wyższym ryzykiem. Bo jeśli nawet zabawka ma wszystkie potrzebne certyfikaty bezpieczeństwa (co nie jest regułą), to nagle może się okazać, że przytulanka nie jest taka miła w dotyku, a model samolotu mniejszy, niż się wydawał na zdjęciu. Pozostaje jeszcze tradycyjna sieć sprzedaży sklepowej. Jej najmniej wyrafinowany segment stanowi sprzedaż bazarowa – wyrobów bardzo tanich i na ogół podłej jakości. Wyłącznie na własne ryzyko kupującego. Zasadniczo jednak handel toczy się w niedużych sklepikach łączących ofertę zabawek ze wszystkim, co dla dzieci: ubrankami, wózkami, pieluchami, smoczkami. W tej grupie wyróżnia się oczywiście popularny Smyk. Ma on tradycję (sięgającą jeszcze Centralnego Domu Dziecka) i sporą sieć dobrze ulokowanych sklepów (54 w kraju, dalsze 14 za granicą). Jego wizytówką jest wciąż dom towarowy na ulicy Kruczej w Warszawie. Wprawdzie do takich dziecięcych centrów zabawkarskich jak londyński Hamleys czy nowojorski Toys-R-Us mu daleko, ale w polskich warunkach i te kilka pięter robi wrażenie. Smyk w handlu zabawkami to coś jak ASO wśród warsztatów samochodowych, czyli wyższa cena za lepszą jakość. Fachowo przeszkolony personel (spróbujcie spytać sprzedawcę w hipermarkecie o edukacyjne walory jakiejś gry), starannie dobrana i bogata oferta zabawek, no i dodatkowe atrakcje mające przyciągnąć klientów. – Działa u nas na przykład Fabryka Miśków – wyjaśnia szef PR firmy Marek Łebek. – Dziecko uczestniczy w całym procesie tworzenia jego osobistego pluszaka. Od wyboru zwierzątka, przez proces jego wypełniania, aż po nagranie wypowiedzi na serce-pozytywkę i wydanie dokumentu potwierdzającego narodziny i przynależność maskotki. Innym atutem, którym firma chce przebić konkurencję, jest stworzenie własnej marki Smiki. – To pięć linii starannie dobranych zabawek, mających wysokie walory edukacyjne i dostępnych tylko w naszych sklepach – mówi Łebek. Sprzedaż zabawek w Polsce stale rośnie, a ubiegły rok okazał się pod tym względem rekordowy (w pierwszej połowie zanotowano wzrost o 30 proc.). Do rąk dzieci w kraju trafia każdego roku około 35 mln zabawek o łącznej wartości 700 mln zł. Co ciekawe, zauważono, że kryzysy ekonomiczne tylko w nieznacznym stopniu wpływają na tę branżę, tak jakby rodzice chcieli za pomocą zabawek zrekompensować dzieciom inne wyrzeczenia. Ale do światowych liderów nam daleko; statystyczny Amerykanin wydaje każdego roku na zabawki aż 20 razy więcej od przeciętnego Polaka. Dzieci bawią się edukacyjnie Przynajmniej póki są małe. Specjaliści uważają, że do trzeciego roku życia dzieci zasadniczo pozbawione są wpływu na to, jakie zabawki mają w łóżeczku, kojcu, pokoiku. A co wybierają dorośli? – Najchętniej uczyliby dziecko już od niemowlaka – mówi Teresa Dudkowska, kierowniczka piętra w Smyku, mająca ponaddwudziestoletnie doświadczenie w sprzedaży zabawek. – Najczęściej wybierają zabawki, które nie tylko bawią, ale także rozwijają jakieś sprawności. Trzeba zresztą przyznać, że możliwości mają spore, bowiem tradycyjnym grzechotkom przybyła już potężna konkurencja w postaci przeróżnych mat edukacyjnych, kolorowych klocków, zabawek wydających dźwięki i stawiających stosowne do wieku malucha wyzwania. Oczywiście dorośli mają swoje różne dziwactwa. Dziadkowie i babcie chętnie kupują to, czym sami się bawili. Dlatego też obok zabawek supernowoczesnych, nierzadko wystawione są rozczulające ramotki: metalowy bączek, szmaciana lalka czy kalejdoskop z kawałkami kolorowego plastiku. Ba, między eleganckimi cudeńkami można spotkać drewnianego konika na patyku, takiego, na jakim galopowały dzieci w filmach, których akcja toczy się przed I wojną światową! Inni demonstracyjnie wybierają zabawki proekologiczne, z naturalnych materiałów i w estetyce będącej maksymalnym przeciwieństwem Barbie. Na świecie to potężny nurt, u nas ledwie środowiskowa ekscentryczność. A gdy dzieci nieco dorosną i odrzucą smoczek? Dorosłym nadal pozostaje godna pochwały skłonność do edukowania. Stąd najchętniej kupują swym dzieciom na urodziny, na imieniny czy pod choinkę zabawki jakoś kształcące: klocki w różnych wariantach, gry planszowe, zestawy branżowe (mały chemik, fizyk, stolarz, archeolog, dziecięca fabryczka biżuterii), wszystko, co związane z lepieniem, malowaniem, grą na instrumentach. Niektóre z tych zabawek trafiają także w gusta dzieci i wówczas stają się prawdziwymi hitami sprzedaży. Tak było przed paru laty z namagnesowanymi klockami Geomag, tak jest z wieloma zestawami lego oraz grami typu Monopoly, Yenga czy Scrabble. Generalnie jednak ta idylla nie jest powszechna. Albowiem dzieci, gdy tylko wyjdą z pieluch, zaczynają mieć własne zdanie na temat wymarzonych zabawek. Czyli... Dzieci bawią się tym, co modne A co jest modne? Mówiąc ogólnie, ciągle coś nowego. Oczywiście niektóre style czy rodzaje zabawek są skutecznym magnesem od wielu dziesięcioleci. Na przykład Disney lub Kubuś Puchatek. Także Barbie lub wróżki (w różnych wersjach). Ale poza tym mody, które kiedyś zmieniały się co 5, a nawet 10 lat, dziś przyspieszyły i kuszą czymś nowym praktycznie co sezon. Maty do tańczenia, wykluwające się z jajka małe dinozaury, gra Spadające Małpki – co chwila coś nowego. Skąd się te mody biorą i co je kreuje? Przede wszystkim telewizja, a w niej seriale i kreskówki. To dzięki nim na duży popyt mogą liczyć Teletubisie, Gormiti, Power Rangers. Gdy po wielu latach wznowiono pokazywanie serialu o Pokemonach, jego bohaterowie niemal natychmiast wrócili na półki sklepów z zabawkami, ku powszechnej radości dzieci. Ów nurt dodatkowo wzmacnia kino. Praktycznie każda duża produkcja Disneya to natychmiastowa nowa fala zabawek. – W tym roku przebojami rynku z pewnością będą zabawki związane z filmami „Hannah Montana” i „G-Force” – zapewnia Anna Wakulak, redaktor naczelna czasopisma „Świat Zabawek”. Modne jest też to, co reklamowane w telewizji. Wystarczy, że dziecko raz zobaczy na ekranie nową lalkę lub model statku kosmicznego, by rodzice mieli kolejne dni ciosania kołków na głowie. W niektórych sklepach, by poratować zdezorientowanych i zagubionych dorosłych klientów, postawiono specjalne regały z napisem: „Zabawki z reklam”. Praktycznie każdego roku można by ustalać zupełnie nowe listy zabawkowych bestsellerów. Co w tym roku by się na niej znalazło? Dla chłopców na pewno Bakugan, czyli zabawka hybrydowa, łącząca grę planszową z kolekcjonowaniem figurek wojowników. Następnie kolejna seria klocków lego, tym razem z serii Power Miners. To potężne machiny wiertnicze, których zadaniem jest dotarcie w głąb ziemi i ustalenie źródła tajemniczych wstrząsów. Warto jednak dodać, że specjaliści coraz bardziej kręcą nosem na kolejne generacje kultowych klocków. – Nowe modele nie zachęcają do budowania niczego innego niż tylko tej jednej, zaprojektowanej zabawki. Dzieciom na początku podoba się takie wyzwanie, ale po zbudowaniu szybko się nudzą – mówi Blanka Adamczuk. Dla dziewczynek – nowe lalki z serii My Scene oraz Hello Kitty czy Water Baby, czyli lalka z termoforem wewnątrz, który sprawia, że trzymana przypomina prawdziwego niemowlaka. Ale uwaga: w każdej chwili może pojawić się nowy hit, który kompletnie zawładnie wyobraźnią dzieci i spustoszy portfele rodziców. Dzieci bawią się interaktywnie Teoretycznie prawdziwa moc opanowywania dziecięcej wyobraźni tkwi nie w sklepach z zabawkami, lecz w cyberprzestrzeni. Przy komputerze można zagrać nie tylko w klasycznego chińczyka czy warcaby, ale i w tysiące innych gier, w dodatku za darmo. Wirtualne lalki mają szafy zapchane stosami błyskawicznie zmienianych ubrań, zachowują się jak żywe. Na ekranie znaleźć można niemal wszystko: puzzle i klocki, farmy zwierzęce, dinozaury, samochodowe wyścigi, gry. Ale czegoś brakuje... Bezpośredniego kontaktu z innymi graczami (widzieć minę przegranego: bezcenne), ciepła futrzanej przytulanki, przyjemnego ciężaru złożonego właśnie z klocków lego nowego modelu koparki. I dlatego właśnie zabawki, w tej pozornie beznadziejnej batalii, wcale nie są bez szans. Na razie wytrzymują konfrontację z cyberświatem. Ale ich producenci podpatrują wroga i wykorzystują jego atuty. Dlatego granica pomiędzy światem klasycznych zabawek a nowoczesną techniką zaciera się coraz bardziej, a sprzedawcy już na trwałe przyswoili sobie nowy termin: zabawki interaktywne. Czyli, mówiąc prościej, w mniejszym lub większym stopniu nafaszerowane elektroniką. Ich kariera zaczęła się na dobre pod koniec lat 90. XX w. W 1997 r. na rynek trafił Tamagochi – ni to zabawka, ni to elektroniczna gra, podobny do breloczka gadżet. Świat oszalał na punkcie wirtualnego zwierzaczka, którego należało wyprowadzać na spacer, karmić, poić. Rok później pojawił się Furbi. Sympatyczny futrzak już bardziej przypominał zabawkę, choć wewnątrz zamiast trocin miał zespoły scalone i sensory. Reagował na pieszczoty, zamykał oczy, kiwał głową, chodził spać, a nawet rodził małe furbiątko. Po kolejnych dwóch latach kolejny hit: piesek Aibo. Właściwie malutki robot w kształcie zwierzątka za, bagatela... 3,5 tys. dol. Obecnie Aibo kosztuje już „tylko” 1 tys. dol., ale o masowej zabawce dla dzieci nadal trudno tu mówić. Dziś zabawki naszpikowane elektroniką spowszedniały; w każdym większym sklepie z zabawkami jest ich wiele. Trudniej znaleźć klasyczną lalkę szmacianą niż taką jak Chu Chu, która – jak zapewnia producent: „ciągle mówi i pyta, odpowiada, wyraża własne zdanie. Pomagają jej w tym działające na podczerwień akcesoria: książka, kubek i rogalik. Mówi aż 46 zdań”. Inne lalki pływają, piją, robią siusiu, płaczą i śmieją się, rodzą mniejsze laleczki. Spotkać też można pluszowego misia z ukrytym pod futerkiem odtwarzaczem mp3, Kubusia Puchatka, który opowiada bajki (do wyboru kilkadziesiąt), interaktywne, mówiące drzewka. Wydawać się mogło, że o ile nieśmiertelne są lalki, przytulanki czy klocki, to jest jednak kategoria zabawek, które pod ciosami komputerowych gier muszą polec: gry planszowe. Wszak kultowy chińczyk przy najprostszym nawet Prince of Persia czy Saperze jawił się jak dyliżans przy terenowym samochodzie. A jednak tak się nie stało. – W swej ofercie mamy ponad 80 gier i niemal wszystkie dobrze się sprzedają – przekonuje Bożena Michalska z firmy Granna. – Mało tego, od 3 lat obserwujemy wyraźny renesans towarzyskich gier planszowych. W kawiarniach, klubach i pubach odbywają się spotkania przy planszówkach, a wspólne spędzanie wolnego czasu na grach, w domu lub na wakacjach przez całą rodzinę, staje się wręcz modne. Dzieci bawią się w kolekcjonerów Niegdyś zabawki „się miało”, zaś kolekcjonowało znaczki pocztowe, zapałczane etykiety lub znaczki do wpinania w klapę. Dziś nastąpiło łagodne połączenie obu światów; kolekcjonuje się zabawki. Praktycznie trzy czwarte oferty sklepów typu Smyk to zabawki w seriach. Ciągle pojawiają się nowe modele, figurki, postaci, z których wszyscy są zadowoleni. Producenci, bo nie muszą się specjalnie wysilać z nowymi pomysłami i mają zapewnionych stałych, wiernych klientów. Rodzice, bo nie mają problemu, co znowu kupić dziecku. I dzieci, bo pomnażają zbiory, które są jednym z najważniejszych narzędzi budowania autorytetu w grupie rówieśniczej. W seriach jest już dziś wszystko: lalki i maskotki, modele samochodzików, zwierząt, wojowników. Nawet gry i klocki. Powstają całe autonomiczne światy, bo przecież lalka musi mieć kuchnię, łazienkę, salon, samochód, coraz więcej ubrań. Dziecko uczy się otaczać swą wybrankę tym wszystkim, co zapewni jej luksus i wygodę. Podobnie samochodzik. Musi mieć garaż, tor do jazdy, myjnię itd. To pierwszy ostry i skuteczny trening w utrwalaniu konsumpcyjnego trybu życia. I dobra szkoła rywalizacji, która przyda się w dorosłym życiu: kto ma więcej, kto ma lepiej, ty czy ja? Ale psycholog Blanka Adamczuk dostrzega też pozytywne strony kolekcjonowania: – Dzieci prezentują swoje zbiory. W ten sposób budują własną pozycję w grupie. Często też wymieniają się nimi z rówieśnikami. To z kolei uczy reguł negocjacji. Moda na kolekcjonowanie wymusiła na wszystkich zainteresowanych powszechną zgodę na jedną regułę: małe jest piękne. Po okresie gigantomanii, miśków dwa razy większych od właścicielek czy koparek gotowych przeorać całą piaskownicę, nastał czas miniatur. Bo tylko rzeczy niewielkie można bezkarnie gromadzić w naszych mieszkaniach. Rozmiarem XL wydaje się już klasyczna lalka Barbie (cóż, to amerykańskie standardy dziecięcych pokoi). Cała reszta jest już mniejsza. Lalki: Evi’s, Disney Princess, Barbie Petites Club (nawet oni ulegli), minisyrenki Muszelki. Wśród zwierząt to z kolei kucyki Ponyville, My Little Pony, a przede wszystkim największy hit ostatnich lat, czyli Pet Shop. To figurki przeróżnych zwierzątek, mocno zniekształconych, ale w godnym celu nadania im sympatycznego wyglądu (nawet jaszczurka jest przesłodka). Jest też oferta firmy Schleich: perfekcyjne w naśladowaniu natury małe figurki zwierząt, ale też bajkowych postaci rycerzy, księżniczek, elfów, wróżek itd. Dla chłopców to przede wszystkim modele samochodów z modnej serii Hot Wheel i klasycznej, pamiętającej jeszcze dzieciństwo dziadków serii Matchbox oraz wszelkie rodziny groźnych wojowników: Gormiti, G-Force, Ben 10, Power Rangers. Jest też pewna dość nieoczekiwana konsekwencja tego zbieractwa. Skrupulatni Niemcy obliczyli, że blisko 10 proc. zabawek dorośli kupują... dla siebie. Są to przede wszystkim gry planszowe i właśnie owe zabawkowe kolekcje. Często tak ładne i starannie wykonane, że nie mogą im się oprzeć także duże dzieci. Dzieci bawią się nie zawsze bezpiecznie Chyba żadna grupa produktów dopuszczanych na rynek nie jest obłożona tak wielką liczbą norm i wymagań. Teoretycznie każdą zabawkę bada się dokładniej niż zdrowie prezydenta RP. Są więc badania właściwości mechaniczno-fizycznych, takich jak trwałość materiałów, stabilność, ostrość krawędzi, nawet grubość folii pod kątem możliwości uduszenia się (po nałożeniu na głowę) i kilkunastu innych potencjalnych zagrożeń. Ustala się skuteczność hamulców w pojazdach, energię kinetyczną w zabawkach strzelających czy głośność dźwięków emitowanych przez grzechotkę. Sprawdza się zawartość przeróżnych pierwiastków (chrom, ołów, rtęć, ale też arsen, selen, antymon, bar) oraz ftalanów, palność itd., itp. Dodatkowe testy przechodzą zabawki dla niemowlaków, gdzie fachowcy szacują między innymi niebezpieczeństwo oderwania (odgryzienia) przez dziecko jakiejś małej części zabawki i połknięcia jej. A gdy już wszystko się zbada, zabawka otrzymuje atesty i najważniejszy, tzw. europejski znak zgodności CE. Teoretycznie jest więc nienagannie. Niestety, w praktyce bywa różnie. Co roku przeprowadza się kontrole znajdujących się w handlu zabawek i co roku 35–40 proc. spośród nich nie spełnia jakichś norm. Rok temu na 1227 skontrolowanych zabawek były zastrzeżenia do 440. Często są to drobiazgi, ale zdarzają się i sprawy poważniejsze. W 2003 r. prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów nakazał wycofanie ze sprzedaży tzw. zabawek-fasolek. Wyglądały jak cukierki, ale włożone do wody pęczniały, powiększały się wielokrotnie, zamieniając w figurki różnych zwierząt. Słusznie uznano, że połknięcie fasolki przez dziecko i narodziny dinozaura w jego brzuchu mogłyby skończyć się tragicznie. Najmniej kontrolowana, a zatem potencjalnie najbardziej niebezpieczna jest oferta internetowa. Wiele zabawek trafia do internetowych sklepów nie wiadomo skąd i bez atestów. Podobnie jest z zabawkami sprzedawanymi na jarmarkach, bazarach, odpustach. Wpadki zdarzają się jednak nie tylko drobnym producentom, ale także największym potentatom. W 2007 r. supergigant Mattel musiał wycofać z amerykańskiego rynku 18 mln lalek wyprodukowanych w Chinach. Powód: nadmierne stężenie ołowiu w farbie i niebezpieczne małe elementy (głównie magnesy) odrywające się od zabawek. W Polsce wycofano wówczas 10 tys. akcesoriów z serii Barbie. W tym samym roku amerykańska firma wycofała ze sklepów 2 mln klocków. Powód ten sam: nadmiar ołowiu w farbie (dyrektor chińskiej fabryki honorowo popełnił samobójstwo). Jednak najbardziej bulwersujący okazał się przypadek dziewczęcych koralików Bindeez. Otóż okazało się, że zawierają one niebezpieczną substancję butanediol, sprawiającą, że niechcący połknięty koralik wprawdzie nie groził uduszeniem, ale działał podobnie jak... pigułka gwałtu. Koraliki błyskawicznie wycofano ze sprzedaży w Polsce i na całym świecie. Grzechotka, warcaby, stare dobre resoraki. Ciągle żyją. Ale świat zabawek nieustannie gna do przodu. Ciastolina zastąpiła plastelinę, a ciastolinę – piaskolina. Jak daleko można zajść? Daleko. Swego czasu w ofercie brytyjskiego Tesco pojawiły się zestawy do tańca na rurze dla małych dziewczynek i dopiero protesty rodziców sprawiły, że ów produkt wycofano ze sprzedaży. Zaś w Szanghaju otwarto, liczący 4 tys. m kw. Pałac Barbie z kilkoma tysiącami lalek i akcesoriów. Nic dziwnego, że niektórzy mówią temu szaleństwu „stop” i demonstracyjnie wybierają już potworki z serii Ugly Dolls – prowokacyjnie brzydkie, będące antytezą Barbie. Światowy rynek zabawek jest gigantyczny, szacowany na ponad 70 mld dol. Nic więc dziwnego, że aż kipi na nim od pomysłów. Nie czarujmy się. Ostateczny głos i tak należy do kilku najsilniejszych graczy, takich jak Mattel, Hasbro czy Lego. To oni decydują o gustach i masowej wyobraźni dzieci na całym świecie, w tym także u nas w kraju. – W Polsce mamy mało odwagi, by zrobić coś inaczej. Idziemy za masą. Gdy moje Myszki pokazano w „Wysokich Obcasach”, zniknęły ze sklepu po tygodniu, choć wcześniej sprzedawały się dużo gorzej – mówi Natka Luniak, twórca firmy Kalimba i laureatka konkursu Świat Przyjazny Dziecku, za najlepszą zabawkę dla dzieci w wieku 3–7 lat. Niestety, znacznie częściej bombarduje nas Barbie i Power Rangers. I to oni są na razie górą. Piotr Sarzyński współpraca Aleksandra Godziejewska 10 najchętniej kupowanych zabawek w Polsce* 1. Barbie Thumbelina Lalka z filmu „Barbie przedstawia Calineczkę” 2. Bakugan Gra oparta na motywach kreskówki „Bakugan” 3. Monopol Gra planszowa dla przyszłych milionerów 4. Elefun Zabawka zręcznościowa dla najmłodszych 5. Lego Droid Bomber Klocki inspirowane filmami z serii „Gwiezdne wojny” 6. Muszelka W kąpieli z muszelki rodzi się syrenka... 7. Ben 10 Najpierw był serial „Ben 10”, potem gra... 8. Szczeniaczek-Uczniaczek Zabawka interaktywna, która uczy śpiewu i przytulania. 9. Littlest Pet Shop Małe plastikowe zwierzątka z dużą głową – dla kolekcjonerek 10. Lamborghini Gallardo Spider Żelaźniak najnowszej generacji *Na podstawie własnych sondaży przeprowadzonych w największych sklepach branży Małe dzieci, niekoniecznie chłopcy, często mają wielki pęd do zabawy w wojnę i agresywnych bajek. Czasem nie jest to nawet związane z tym, co dzieje dookoła. Rodzice spokojni, szkoła/przedszkole spokojne, o co tym dzieciakom chodzi? Przyjrzyjmy się, co się dzieje podczas zabawy w wojnę, co też dzieciaki widzą podczas oglądania agresywnych bajek. W przypadku wojny dzieci wcielają się nagle w osobę, która robi coś drugiemu człowiekowi, jakimś maszynom wojennym lub w przypadku Gwiezdnych Wojen może na przykład Darth Vaderowi. W agresywnej bajce jest trochę inaczej. Dziecko obserwuje bohatera, często zbliżonego do dzieci swoją sytuacją (w bajkach dla dzieci bohaterami często są dzieci, małe zwierzęta itp.), który w agresywny sposób walczy w dobrej sprawie. Tutaj uwaga, zabieram was na psychologiczną stronę mocy – co robią bohaterowie i dzieci w zabawie w wojnę? Wyrażają swoją złość, wkurzają się na kogoś i rozwiązują problem. Wchodzimy więc w emocję, która jest najczęściej tłumiona przez dorosłych. Wkurzeni rodzice nie dają po sobie znać, że zaraz im pęknie głowa, tylko mówią do dzieci "oczywiście Maciusiu, tak Maciusiu". Czasem nawet tak bardzo próbują ukryć swoje wkurzenie, że są jeszcze milsi niż normalnie, żeby tylko dziecko nie odczuło złości. Z kolei kiedy dzieci się złoszczą i nieświadome tego co mówią ogłaszają głośno: "nienawidzę go" lub w jakiś inny sposób okazują swoją złość, to zdarza się, że słyszą "nie wolno tak mówić" i "podajcie sobie ręce na zgodę". Czasem rodzic wkurzonemu dziecku każe iść do pokoju lub w inny sposób oczekuje, że maluch opanuje emocje. Tymczasem "w przyrodzie nic nie ginie" i zdecydowanie dotyczy to także złości. W agresywnych bajkach oraz podczas zabawy w wojnę bohaterowie dostają przyzwolenie na wyrażenie swojego wkurzenia – niestety w najgorszy z możliwych sposobów – przez agresję. Dziecko wreszcie widzi to, czego samo potrzebuje i niestety uczy się, jak rozwiązywać swój problem ze złością. Dzieci, które wchodzą z całym zapałem w takie zabawy lub całymi dniami czekają na ostrą sieczkę w bajce, mogą nosić w sobie dużo złości, która nie znalazła swojego ujścia. To sygnał dla rodzica, że warto przyjrzeć się dziecku, uważnie go posłuchać i dać mu powiedzieć, że mu się nie podoba, że nie mogło wyjść dzisiaj na dwór lub coś się wydarzyło w przedszkolu/szkole. Zwłaszcza, że jesteśmy teraz tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego, a to okres, w którym emocji nie brakuje. O tym i innych sposobach wyrażania złości już niebawem! * * * O autorze: Jarek Żyliński Psycholog wychowawczy, opowiada rodzicom o rozwoju dzieci i mechanizmach związanych z wychowaniem. Używa do tego konsultacji, warsztatów oraz środków medialnych. W internecie: Facebook Tekst pierwotnie ukazał się na Psychoblogu autora na Facebooku Podziel się Aktualnie brak komentarzy. Bądź pierwszy, wyraź swoją opinię

w co się bawią małe dzieci